Po co mi ta książka?

Moja edukacyjna historia nie jest typowa, ponieważ z licealnej klasy o profilu pedagogiczno-psychologicznym (to była nowość i istny szał w latach 90-tych, zwłaszcza w 100-tysiecznym mieście na Dolnym Śląsku) poszłam na studia techniczne, ukierunkowane na zarządzanie produkcją. Przez te piękne, bujne i emocjonujące studenckie lata nauczyłam się sporo, między innymi  zarządzania łańcuchem dostaw i modelowania procesów stochastycznych, a dziś nadal wykorzystuję problem komiwojażera jak mam kilka spraw do załatwienia w różnych lokalizacjach i potrzebuję przeprowadzić to szybko i sprawnie. Esencją jednak była prawda o tym, co w życiu jest najistotniejsze i odpowiedź na to jedno z trudniejszych egzystencjalnych pytań, co chcę robić dalej i kim chcę po zdobyciu dyplomu być. Efektem moich rozważań było objawienie, że chcę być i pracować z ludźmi, że cieszy mnie obserwowanie tego, co robią i mówią oraz tego jak to mówią i robią, że to ludzie są dla mnie inspiracją i motorem, że każdy potrafi coś innego i każdy jest wyjątkowy i unikatowy, że ludzie mogą się uzupełniać, a poprzez nawet niewielkie zmiany i modyfikacje mogą osiągać coś szybciej i łatwiej.

Fascynacja LUDŹMI nadal trwa, choć nie polega już tylko na przyglądaniu się. Obecnie nie tylko ja czerpię od innych, ale również ja dzielę się z innymi tym, co wiem i potrafię.

Jak przychodzi czas nasycenia się jednym tematem to szukam kolejnego, a później następnego i jeszcze kolejnego. To istny bieg za króliczkiem, którego nie mogę złapać. Frajda sama w sobie, ale jednak żeby tak ciągle gdzieś biec i nieustannie czegoś szukać…  Czasem mnie to zastanawiało, skąd ta ciągła potrzeba nauki, eksperymentów, szkoleń, studiów, książek itp. Część potrzebna do CV, część do podnoszenia kompetencji w pracy, niektóre dla zwiększenia samoświadomości, inne dla relaksu i zabawy, kolejne dla towarzystwa i sprawdzenia co nowego w trawie piszczy. Ja mam nawet plany na to czego nauczę się za 5 lat, jakie dyscypliny sportowe będą mi towarzyszyły za 10 i co zrobię na emeryturze, jak już czas na to pozwoli…

pierwsze próby z nowym cyfrowym narzędziem

Test Gallupa zrobiłam kierując się ciekawością i chęcią sprawdzenia kolejnego narzędzia, nurtowały mnie te opowieści o talentach, wielkich piątkach czy 34 poukładanych zdolnościach, a także zmianach możliwych po olśnieniu postgallupowym. I stała się jasność, kiedy w moich top smykałkach znalazł się LEARNER! To po przeszło roku od objawienia nadal mój ulubiony talent, moja duma. Ale wejście na wyższy poziom świadomości o kompetencjach i ich praca z nimi to także nauka, jakie ograniczenie mogą nieść ze sobą i szukanie mądrości co zrobić, żeby wydobyć z nich to co najważniejsze, a nie zatrzymać się tam, gdzie mogą nas spowolnić lub wręcz całkowicie zahamować. Trochę czuję się, jakby króliczek zwolnił. Learner wciąż miewa się świetnie i rozkwita, ale ja już wiem, że sporo wiem i mogę iść do przodu z tym bagażem know-how, który posiadam. Niby nic wielkiego, ale dla mnie to gigantyczny przełom i początek nowej przygody!

Ahoj! Otwieram nowy rozdział – szkolę i facylituję, rysuję i przekładam język biznesu na obrazy. Wspieram learnerów i nie tylko ich, wszystkich,  którzy chcieliby poszerzyć swoją wiedzę i umiejętności w obszarach szerokiej facylitacji (również graficznej).

2 komentarze

Pozostaw odpowiedź Ula Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *